Temperament a małżeństwo. Jak to sensownie poukładać?

Wojciech Wierzejski

Małżeństwo to relacja dwóch osób. Budowanie tej relacji zakłada, że chcę poznać drugą osobę jak najlepiej. Najpierw jednak muszę lepiej poznać siebie. Nie na wszystko mamy wpływ. Budujemy na pewnych wrodzonych dyspozycjach. Razem wzięte nazywamy „temperamentem”. Pierwszy krok na drodze rozwoju ku dojrzałej relacji to poznanie swojego temperamentu, a następnie poznanie temperamentu ukochanej osoby.

Temperament to konfiguracja pewnych podstawowych cech (dyspozycji) zachowania jednostki, wrodzonych (czyli dziedziczonych) i ujawnianych już w pierwszych latach życia.

Skoro są to dyspozycje genetycznie uwarunkowane, to później niezwykle trudno modyfikować naturalne (spontaniczne) reakcje, które na nich bazują. Czynimy to pośrednio, pracując nad swoim charakterem.

Charakter to zespół cech osobowości wypracowanych na bazie dyspozycji wrodzonych.

Ktoś ma na przykład wrodzoną dyspozycję do impulsywnych, gwałtownych reakcji, ale dzięki wychowaniu i samodyscyplinie potrafi się opanować, co jednak nie zawsze mu wychodzi (np. gdy jest zmęczony lub pod wpływem dużego stresu). Już od starożytności wyróżnia się cztery podstawowe typy temperamentu.

Melancholik – o usposobieniu łagodnym, biernym; nie impulsywny; jego reakcje uczuciowe są wolno narastające, ale silne; w działaniu mało odporny, niewytrwały.

Flegmatyk – o mało dynamicznym usposobieniu, nieulegający gwałtownym emocjom, słabo reagujący na podniety; jego reakcje uczuciowe są wolno powstające i słabe, za to jest wytrwały w działaniu i konsekwentny w uczuciach.

Choleryk – wybuchowy; jego reakcje uczuciowe szybko powstają i są silne; odznacza się dużą energią życiową i brakiem opanowania.

Sangwinik – o żywym usposobieniu, wrażliwy; jego reakcje uczuciowe są szybko powstające, silne, ale nietrwałe; łatwo dostosowuje się do zmiennych warunków życia, odporny na trudności.

Oto dwie zmienne:

Prędkość reakcji uczuciowych: szybka (u choleryka i sangwinika) i wolna (u flegmatyka i melancholika).

Siła i długotrwałość reakcji uczuciowych: duża i długa (u choleryka i melancholika), mała (u flegmatyka), duża a krótka (u sangwinika).

Mamy zatem ludzi, którzy reagują impulsywnie, gwałtownie, zapalają się od razu; pędzą z entuzjazmem do czynu, do aktywności, ale i do gniewu, kłótni, walki. W „gorącej wodzie” kąpani.
A z drugiej strony są ludzie nieimpulsywni, zagrzać ich trudno, są jakby bardziej rozważni, roztropniejsi, spokojniejsi.

Ci impulsywni to albo uparci, walczący do końca, „niezłomni”, ale też „uparte osły”, zacietrzewieni, nieustępliwi (cholerycy), albo inni – „słomiany zapał”, szybko się nudzący, porzucający zadania, idący na ustępstwa (sangwinicy).

Ci nieimpulsywni to albo rozgrzewający się powoli, a potem pamiętliwi, z czasem namiętni, gorący, żarliwi (melancholicy), albo inni – nie rozpalający się zanadto wcale, stateczni także po latach, stabilni w uczuciach (flegmatycy).

Jeśli masz wątpliwości, którym typem jesteś, to pomyśl na przykład: w jaki sposób się na kogoś obrażasz? Czy od razu wściekłość zalewa ci oczy, czy przeciwnie – „namyślasz” się nieco dłużej, musisz nakarmić gniew. Potem pomyśl, czy gniew jest długotrwały, rozpamiętywany godzinami, dniami, tygodniami, czy raczej gaśnie szybko i przy pierwszej okazji.

Towarzyskość a nietowarzyskość

Człowiek jest z natury istotą społeczną, więc nie chodzi tu o to, że są ludzie, którzy mogą żyć bez innych. Ale jedni muszą żyć otoczeni innymi od rana do nocy, lubią pracę zespołową, rozmowy, gwar, a inni wolą pracować sami, ograniczają kontakt z innymi, unikają pracy zespołowej, rozmowy im przeszkadzają. Wolny czas ci pierwsi chcą spędzać w towarzystwie, śmiać się w większej grupie, uczestniczyć w imprezach, a ci drudzy preferują bardziej prywatne formy wypoczynku: mąż/żona wystarczy, zacisze domowe, jeśli randka poza domem, to tylko we dwoje, w spokojnym miejscu. Ci pierwsi bez imprez i otoczenia kolegów/koleżanek czują się niespełnieni, niewypoczęci; ci drudzy wręcz przeciwnie – imprezy ich męczą, tłum drażni, chcą więcej intymności.

Jak znaleźć kompromis, gdy w małżeństwie jedno jest towarzyskie, a drugie nie? Porozmawiajcie wspólnie o opcjach. Ile tych imprez potrzebuje „towarzyska” osoba, by mieć satysfakcję? Co tydzień? Czy to za często? Może ustalmy wspólnie, że co dwa tygodnie. A przemiennie cały weekend to będzie czas wspólny, tylko we dwoje. A może wystarczy raz na miesiąc? Nie popadajmy w drugą skrajność, że raz na rok. Na pewno warto o kompromisie porozmawiać („potargować się” z humorem i zalotnością).

Stabilność a zmienność

Jedni cenią rzeczy sprawdzone, przetestowane, znane im, oswojone, pewne. Inni dążą przeważnie za nowościami, nie satysfakcjonuje ich to, co mają, ciągle chcą coś przemeblowywać, zmieniać, przestawiać.

Ci pierwsi najlepiej czują się w miejscach dobrze im znanych, bezpiecznych: własny dom, wczasy co rok w tej samej miejscowości, rutyna w spędzaniu wolnego czasu.

Tych drugich męczy monotonia, ciągle ich gdzieś nosi, wczasy chcą spędzać co rok gdzie indziej, żeby więcej zobaczyć, coś nowego poznać.

Jak znaleźć kompromis, gdy w małżeństwie jedno jest stabilne, a drugie zmienne? Są różne opcje. Pierwsza: raz ty wybierasz, raz ja. Jeden weekend w domu spędzamy, w inny gdzieś wychodzimy. Na jedne wczasy jedziemy w znane nam przytulne miejsce, na kolejne – w nowe. Druga opcja: plan zróżnicowany, na przykład najpierw zrobimy „niezwyczajne” wyjście do kina, a potem pójdziemy do „naszej” ulubionej kawiarni. Wczasy: pojedziemy w miejsce to co zawsze, ale co drugi wieczór randka w nowym miejscu (restauracja, kino, plaża…) lub wycieczki.

Pamiętaj, że kompromis jest aktem miłości. Rezygnujesz ze swoich preferencji i zachcianek, aby drugą osobę uszczęśliwić.

Warto dodać, że przeważnie stabilnym włącza się wyższy poziom kontroli. Ponieważ nie lubią zmian, mogą nabierać lęku w obliczu przemian życia. Chcą wówczas kontrolować jak najwięcej. To daje im iluzję ładu i panowania. Troskliwość o współmałżonka i dzieci może przeradzać się w patologiczne, skrupulatne kontrolowanie każdej minuty ich życia: ciągle dzwonią, esemesują, przesłuchują niekończącym się wypytywaniem, a nawet dyskretnie śledzą. To nie rodzi zaufania i obniża zaangażowanie w rodzinę drugiej osoby, która czuje się po prostu zniewolona.

Kooperacja a konfrontacja

Kolejną cechę temperamentu wyznacza reakcja na konflikt. Jedni będą jak ognia unikać sporu, kłótni, walki, od razu albo się poddają, albo szukają kompromisu, ustępują, ponieważ męczy ich napięcie. Inni wręcz przeciwnie: lubują się tym dreszczykiem emocji, jaki przynosi napięcie, spór, walka; szukają wręcz okazji do potyczek słownych; czują wtedy, że żyją. Jak pogodzić takie typy, gdy w małżeństwie jedno jest nastawione na walkę, drugie na kooperację i kompromis? Czy ta druga, ugodowa strona musi zawsze przegrywać i ustępować? To byłoby nieznośne. I niesprawiedliwe.

Zazwyczaj ta ugodowa osoba wypracowuje pokrętne strategie postawienia na swoim: ciche dni, marudzenie, cierpiętnicze miny i gesty, szukanie sojuszników poza małżeństwem (rodzice, rodzeństwo, usłużni „przyjaciele”, zawsze gotowi do wtrącania się i… jątrzenia).

I znów: warto o tym rozmawiać. Pokazywać dobrą stronę natury walecznej. Można to przekierować na pozytywną walkę na zewnątrz rodziny: Dlaczego ze mną walczysz? Skoro potrzebujesz przeciwnika, to dlaczego wybrałeś na wroga najukochańszą osobę na świecie? Czy w pracy nie ma jakiegoś drania do utemperowania? A w życiu społecznym? Mało ludzi nikczemnych? Pomyślmy razem: kogo mógłbyś „przygasić”? Na kim „wyżyć” swoją potrzebę walki?

Konkretyzm a wielozadaniowość

Ostatnia para wyznaczona jest przez skoncentrowanie na szczegółach albo na całości obrazu. Jedni, gdy patrzą na obraz, dostrzegają najpierw detale, ważne, przykuwające uwagę elementy: rysy twarzy, uśmiech, pojedyncze przedmioty. Inni widzą najpierw całość: Co przedstawia w ogólności? Jaka jest scena? Jaki temat?

W pracy ci pierwsi są skrupulatni w pojedynczych zadaniach, dopracowują szczegóły do perfekcji, potrafią się skupić na konkrecie. Ci drudzy ogarniają myślą kilka zadań naraz, ale bez zawracania sobie głowy detalami.

Ci pierwsi przykładowo w kuchni potrafią upiec piękny tort, przyozdobić, stworzyć małe dzieło sztuki. Ci drudzy będą gotować zupę, drugie danie, siekać warzywa na sałatkę i jednocześnie wydawać polecenia dzieciom, co które ma poprawiać w pracy domowej. Zupa będzie smaczna, ale nie najlepsza na świecie, za to wszystko w domu będzie ogarnięte.

Jak w takiej sytuacji dzielić się obowiązkami domowymi, gdy jedno jest konkretystą, drugie wielozadaniowcem? Tych pierwszych nadmiar zadań przytłoczy („zróbmy remont”), zestresuje i na koniec sparaliżuje wolę – nic w końcu nie będzie zrobione. Tych drugich – przeciwnie: jedno monotonne zadanie („weź poobieraj ziemniaki”) przyprawia wręcz o depresję. Tych pierwszych prośmy zatem o pomoc przy jednym zadaniu, a gdy je wykonają, podziękujmy i prośmy o kolejne, tym drugim polecajmy od razu cały zbiór rozmaitych zadań, niech sami sobie „twórczo” ustalą kolejność.

Praca nad sobą.

Jeszcze raz zastanów się nad swoimi cechami. Nie zawsze potrafimy od razu wskazać jednoznacznie. Pomyśl o reakcjach niewyuczonych, spontanicznych, albo takich w stresie, w gniewie. Które cechy przypisane są do Ciebie, a które do żony/męża/. Porozmawiajcie. Potem zastanówcie się, jak pozytywnie wykorzystać te różnice. Zobaczcie, ile możecie się od siebie nauczyć.

Czy nie jest prawdą, że w małżeństwie jesteśmy względem siebie KOMPLEMENTARNI?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *