Filary zdrowych relacji z dziećmi.
Relacje z dzieckiem budujemy od pierwszych chwil. Nie od narodzin, ale dużo wcześniej: dziecko jeszcze nie narodzone słyszy dźwięki, dlatego tak szybko po urodzeniu zaczyna rozpoznawać głos matki, który przecież od wielu miesięcy w okresie płodowym słyszy na co dzień. Psychologowie dowiedli, że noworodki wykazują większe zainteresowanie głosami kobiet, niż męskimi. Powinno to dodatkowo zmotywować tatusiów do … częstszego rozmawiania ze swoim dzieckiem jeszcze przed urodzeniem (np. czytanie bajek „do brzucha” żony; opowiadanie o planach, marzeniach).
Paradoksalnie: nauka rozmawiania z naszymi dziećmi zaczyna się zanim się urodzą!
Badania dowiodły też, że noworodki już po kilku dniach od urodzenia potrafią rozpoznawać twarz swojej matki. Preferują też dźwięk ludzkiego głosu na tle innych dźwięków. Stąd rada, żeby sporo mówić do maluszka, spokojnym, ciepłym, czułym głosem. Działa to uspokajająco i stymuluje rozwój. I znów zadanie dla tatusiów: znajdź czas na rozmawianie ze swoim maleństwem. Żeby rozpoznawało twój głos, polubiło na trwałe twoją obecność. Jeśli wcześnie nauczysz się rozmawiać (spokojnie, ciepło, czule), to może tak łatwo nie wytracisz tej kompetencji, gdy dziecko podrośnie.
A oto filary zdrowej, trwałej i budującej relacji z dzieckiem:
- Twój autorytet zbudowany na Twojej postawie moralnej.
Rodzic powinien być wzorem dla dziecka pod wieloma względami:
–moralnym (uczciwość, prawdomówność, szczerość, opanowanie silnych emocji, umiarkowanie w konsumpcji, męstwo, pracowitość, sprawiedliwość, odpowiedzialność, radość, brak uzależnień, czystość),
–stosunku do męża/żony (miłość, wierność, uczciwość, okazywany szacunek, lojalność, ofiarność, okazywana otwarcie czułość – pocałunki, przytulanie, chodzenie za ręce, komplementy, nie podnoszenie głosu, niedopuszczalne kłótnie przy dzieciach),
–rozwoju osobistego (dziecko widzi, że rodzic czyta, dokształca się np. z zakresu wychowania, pracuje nad sobą, stale coś nowego poznaje, chce odwiedzać galerie, muzea, zwiedzać zabytki, śledzi na bieżąco podręczniki dziecka, żeby być gotowym do udzielenia pomocy w lekcjach; ale też dba o siebie, o dietę, o kondycję fizyczną, aktywnie spędza czas, ćwiczy, uprawia jakiś sport, itp.),
–religijnym (dziecko widzi rodziców modlących się wspólnie oraz tatę i mamę modlących się indywidualnie, widzi, że chodzą regularnie do spowiedzi, że pracują nad swoim nawróceniem, starają się być lepsi).
(Czy można zbudować swój autorytet osobisty i zdrową postawę moralną bez zaangażowania religijnego? Tego nie wiem. Religia to rozbudowana duchowość (sacrum) plus wymagające zasady moralne. Jeśli ktoś odnajdzie silną duchowość poza religią, a do tego jest tak mocny, że sam narzuci sobie wysokie wymagania moralne, to pewnie tak. Ja niestety nie znam takich przypadków, co nie znaczy, że to jest niemożliwe. Natomiast bezrefleksyjne porzucanie sprawdzonego przez wieki systemu doskonalenia osobistego na rzecz … niczego, nie jest chyba postawą rozsądną. Jeśli jesteś osobą świadomie niereligijną, warto zatem rozwinąć jakąś alternatywną duchowość. Pełny rozwój człowieka zakłada, że nie pomija się żadnej ważnej sfery życia, w tym określonej, wypracowanej duchowości).
Czy chcesz, żeby dziecko cię słuchało, widziało w tobie wzór do naśladowania, pragnęło być takie jak ty? Pracuj codziennie nad sobą! Nad cnotami (kompetencjami, nawykami), nad doskonaleniem relacji z mężem/żoną, nad rozwojem intelektualnym i kulturalnym oraz stawiaj sobie wysokie wymagania religijne i moralne.
Pamiętaj, elita to nie duży majątek i wpływy, to nie życie na pokaz.
Elita to często wąska grupa ludzi świadomych i wymagających od siebie więcej niż inni, wyznaczających sobie wysokie standardy moralne i intelektualne, a dzięki temu naturalnie pociągająca wszystkich wokół do naśladowania.
2. Akceptacja siebie i akceptacja twojego dziecka: to kim jest i kim chce być.
Akceptacja siebie to w ogóle filar zdrowia psychicznego. Znam siebie (albo raczej: chcę się lepiej poznać), znam swój temperament (polecamy broszurę: Wojciech Wierzejski, Szczęście w małżeństwie. Warsztaty wspierające rozwój miłości i komunikacji w związku), znam swoje wady i zalety, swoje ograniczenia i możliwości. Akceptuję to, jakim jestem, ale to co możliwe będę naprawiał. Nic nie wzbudza większego politowania, niż widok ojca stale narzekającego na życie, na swoją pracę, albo matki-ofiary, która nieustannie biadoli, jaka jest nieszczęśliwa. Są sprawy, które można zmienić: ustal właśnie które i zmień je. I są sprawy, których zmienić się nie da: zaakceptuj je.
Podobnie w relacji do dziecka: zaakceptuj swoje dziecko w pełni. Ma ono pewne cechy wrodzone, czyli genetycznie uwarunkowane, które trudno jest zmienić, albo wcale (np. impulsywność, introwersja). Inne jego cechy są w trakcie rozwoju (np. nieśmiałość, otwartość na nowe doświadczenia, uporządkowanie) – spróbujcie wspólnie nad nimi popracować.
Jako ćwiczenie powtarzaj sobie często, np. gdy nachodzą Cię chwile zwątpienia:
To MOJE kochane dziecko, krew z mojej krwi (😊), moje geny, moje wychowanie, zrodzone na mój wzór. Kocham je i akceptuję.
Często mów to także bezpośrednio do dziecka:
„Jesteś moim kochanym Synem/Córeczką. Zawsze będę cię kochał/a. Do śmierci”. „Jak będzie trzeba, oddam ci swą nerkę! A nawet dwie!”
(Nie zdziw się, że dziecko odpowie: „tak, to udowodnij teraz i kup mi pieska!”).
Jeśli dziecko poważnie coś przeskrobie, albo będzie wyjątkowo niemiłe, to podsumuj na koniec całe zajście tak:
„Choćbyś nie wiem, co znacznie gorszego zrobił/zrobiła i tak Cię będę zawsze kochał/a, bo jesteś moim kochanym Synem/Córeczką. I wiesz co jeszcze?… oddałbym dla ciebie nerkę (😉).
W tym obszarze ważne jest w ogóle rozmawianie z dzieckiem, regularne, zaplanowane, na początku może niezdarne, z czasem coraz sprawniejsze. Rozmowy wieńczone każdorazowo komunikatem: „kocham cię”, „akceptuję”, „szanuję”. Rozmawiać trzeba codziennie. Szukać pretekstów. Wieczorem zapukać do dziecka i zapytać: „Przepraszam, może ci w czymś pomóc”, ale nie narzucać się, jak powie nie, wówczas zaproponować: „Może przyniosę ci herbatę, albo ciastko?”. Kolejnego wieczoru powtórka. „Czy w czymś pomóc?”. Następnie np. usiąść i powiedzieć: „Posiedzę tu u ciebie minutkę, bo potrzebuję trochę kontaktu, nie zwracaj na mnie uwagi, zaraz wychodzę”. Może dziecko zacznie rozmawiać, coś opowie. Bądź cierpliwy/a. Na koniec przed wyjściem powiedz: „A mogę się do ciebie przytulić?” (to do córki), albo: „A możemy się uściskać?” (to do syna; poklep go wtedy po plecach). (Patrz: Pięć języków miłości).
Ważny jest w tym kontekście dobry humor. Czy jesteś introwertykiem, z natury nostalgicznym, niezbyt skłonnym do wesołkowatości, czy przeciwnie – łatwo ci przychodzi dowcipkowanie i śmiech, pamiętaj – radość to kompetencja (cnota, nawyk), której się można wyuczyć poprzez wytrwała praktykę. (Wiedzą o tym doskonale z życia codziennego Siostry Urszulanki, których założycielka św. Urszula Ledóchowska „nakazała” uśmiech jako zadanie i wyróżnik – „charyzmat” ich zgromadzenia; powtarzała jako hasło: „Kąciki ust do góry!”).
Uśmiechaj się więc często. Zwłaszcza jak rozmawiasz z dzieckiem – bądź uśmiechnięty/a, pogodny. Nastolatek i tak ma mnóstwo zmartwień. Psychologowie pokazują gwałtowne narastanie problemów samotności, nieśmiałości, depresji; przeżywanie zawstydzenia, poniżenia rówieśniczego, „hejtu”, braku akceptacji swego ciała, rozchwianie i nie ustabilizowanie swojej tożsamości płciowej, lęki o przyszłość, o nie spełnianie wysokich wymagań szkolnych i oczekiwań rodziców.
Okaż akceptację, wsparcie, uśmiechnij się; powiedz:
„kocham cię”, „jestem z ciebie dumny/a”, „podziwiam cię”;
przytul…
Zaakceptuj też plany dziecka dotyczące przyszłości. Jeśli syn powie: „chcę być w przyszłości YouTuberem”, a Ty masz dla niego od urodzenia gotowy scenariusz, że ma być adwokatem, to nie narzucaj teraz. Powiedz raczej: „akceptuję Twój wybór, to Twoje życie, Ty sam będziesz decydował; ja mogę cię tylko wspierać na tej drodze; co twoim zdaniem jest konieczne, żeby zostać dobrym YouTuberem? … Ja myślę, że trzeba dobrze, poprawnie i płynnie mówić – a więc język polski, też chyba język angielski, poza tym warto mieć dobre wykształcenie, żeby na czymś się znać profesjonalnie, akademicko”. Tak, mniej więcej. Pamiętaj, że dziecko jeszcze sto razy zmieni zdanie. Nie narzucaj swojej woli. Tłumacz, przekonuj na spokojnie. Pokazuj dobre i złe strony każdego wyboru. Gdy córka mówi: „Będę weterynarzem”, a Ty chcesz, żeby była lekarzem, to nie prostuj jej. Powiedz raczej: „Super wybór. Pomogę Ci założyć klinikę weterynaryjną. A co Twoim zdaniem jest na tym etapie potrzebne? … Chyba biologia na szóstkę, chemia, j. polski, angielski chyba też, no i matematyka by się przydała”. Pamiętaj, ona też pewnie zmieni jeszcze zdanie kilka razy. Nie narzucaj, zaakceptuj na tym etapie.
Pamiętam, jak któryś rodzic opowiadał, że tłumaczył dzieciom, że każdy zawód zasługuje na szacunek, o ile wykonuje się go z miłością i rzetelnie. Na co jedna nastolatka: „Tak, to może ja mogłabym zostać sprzątaczką? Akceptujesz to?”. Rodzic na to: „Nie miałbym nic przeciw. To twój wybór, twoje życie. Pomysł nie jest zły. Ty teraz myślisz chyba stereotypowo, że sprzątaczka to starsza pani, która biega z brudną szmatą po szkole. Nie, można mieć dużą firmę i obsługiwać biura, zatrudniać personel. Jeśli byś chciała w tym kierunku, to ja będę cię wspierał”. Akceptuj wybory dziecka, ale zawsze dyskutuj, tłumacz, wyjaśniaj.
3. Przyjaźń z dzieckiem: szczerość, wspólny czas, zaufanie, szacunek, dyskrecja, lojalność, pomoc.
Gdy dziecko staje się nastolatkiem to jest to odpowiedni moment, żeby wasza dotychczasowa przyjaźń weszła na wyższy poziom. Stała się przyjaźnią bardziej dojrzałą, bardziej przypominająca przyjaźń dwóch dorosłych ludzi. Z przyjacielem rozmawia się szczerze, nie kreujesz się na kogoś, kim nie jesteś, bo on cię już dobrze zna. Nie popisujesz się (przynajmniej już mniej). Nie udzielasz tanich rad, nie wygłaszasz nudnych kazań. Szukasz za to okazji, żeby częściej być razem. Przynajmniej raz w tygodniu planujesz wspólne wyjście gdzieś, choćby na godzinę (kino, teatr, kawiarnia, wyprawa rowerowa, basen – jeśli jeszcze nie krępuje się obecnością rodzica, zwykły spacer, wycieczka za miasto do lasu, większe zakupy, zwykłe łażenie po centrum handlowym zwieńczone lodami lub kawą), tylko we dwoje, bez współmałżonka i innych dzieci, jeśli są.
Gdy jest się tylko we dwoje, nie ma teatru, ogrywania fałszywych ról, jest za to większa szczerość, okazja do rozmów, wysłuchania. Jeszcze raz powiem: nie wygłaszaj wówczas monologów (kazań), ale raczej słuchaj. Naucz się słuchać uważnie, bez przerywania. Albo po prostu możecie pomilczeć. Liczy się wspólnie spędzony czas, nie trzeba paplać. Buduje się więź trwała, przyjacielska.
Okazuj zaufanie. Przecież przyjacielowi się ufa. (To nie znaczy, że nie stawiasz wymagań i nie wyznaczasz granic – o tym w następnym punkcie). Jeśli dziecko coś mówi, przyjmij, że mówi prawdę, nawet jak czasem coś ci się nie do końca zgadza (dziecko nie potrafi jeszcze tak precyzyjnie opowiadać jak ty, a do tego jest drażliwe na punkcie, czy rodzic mu wierzy, wiec powstrzymaj się od korygowania).
Okazuj szacunek: nigdy nie wyśmiewaj. Nie upokarzaj, nie kpij, zwłaszcza z powodu wyglądu. Nastolatki ogromnie przeżywają swój wygląd. W badaniach ponad 45% dziewcząt i 25 % chłopców „często postrzega się jako osoby brzydkie i nieatrakcyjne”. Odwrotnie, zapewniaj wprost, że syn jest przystojny, córka piękna i … będzie jeszcze piękniejsza. Synowi mów: „dobrze wyglądasz, a za parę lat będzie z ciebie …(nie znam komplementów młodzieżowych). Córce mów: ale świetnie wyglądasz. Masz piękne oczy, piękną sylwetkę… Komplementuj często. Wzmacniaj samoocenę.
Okazywanie szacunku to także poważne traktowanie, nie pokrzykiwanie, nie dawanie upokarzających kar (w ogóle można przemyśleć, czy kary są skuteczne, czy nie wystarczą konsekwencje; ja mam nastoletnią córkę i nie stosuję kar, ale może wobec nastoletnich synów jakieś umówione wcześniej kary są wskazane, np. „za przyjście po 22.00 umawiamy się synu, że będziesz mył toaletę aż 4 razy” – ale to już podpada raczej pod konsekwencję, niż kategorię „kary”; pamiętaj, zawsze „konsekwencja” musi być zapowiedziana, nie dajemy kar za „nowe” złe zachowanie (np. córka pierwszy raz poszła na wagary): wtedy raczej rozmawiamy, tłumaczymy, dlaczego jest złe i zapowiadamy, jakie konsekwencje będą za „recydywę”).
Przyjaźń to także dyskrecja. Nie chodzi o ukrywanie ciemniej strony dziecka (syn pali trawkę, a matka ukrywa to przed ojcem), albo wspólnictwo w nałogach (ojciec z córką po kryjomu palą razem papierosy), ale o dyskrecję wobec innych dzieci, i innych członków rodziny. Córka mówi coś w zaufaniu ojcu i prosi, żeby mamie nie mówić, to niech ojciec nie mówi (np. że nie podoba jej się spódnica kupiona przez mamę). Chyba że jest to poważny problem (np. że chce rzucić szkołę) wówczas poproś, żeby pozwoliła powiedzieć drugiemu rodzicowi. Miejcie swoje „małe sekrety”. To buduje zaufanie. Czasem możesz ty coś powiedzieć dziecku w zaufaniu, albo poprosić o radę. Przyjaciela przecież prosi się o radę.
Przyjaźń to także wzajemna pomoc i wsparcie. Nie odmawiaj pomocy, gdy dziecko cię o coś prosi. Jeśli nie możesz pomóc od ręki, to powiedz, kiedy będziesz to dyspozycji. Szczególnie chodzi o pomoc w odrabianiu lekcji. Ale to zakłada, że będziesz na bieżąco z materiałem przerabianym w szkole, czyli że będziesz systematycznie sprawdzał podręczniki i rzeczywiście pomagał na bieżąco (np. dwa razy w tygodniu z angielskim, polskim, czy matematyką).
4. Wspólne posiłki, celebracja świąt i ważnych wydarzeń.
Wspólne zasiadanie do stołu od wieków jest ważnym elementem życia rodzinnego. W domach, w których przynajmniej raz dziennie nie jada się wspólnie całą rodziną szybko następuje dezintegracja wspólnoty. Bo jaka jest inna codzienna okazja do wspólnego siedzenia i rozmawiania? Przy posiłkach dzielimy się obowiązkami, młodsze dzieci uczą się od rodziców i od starszych dzieci komunikacji: mówienia i słuchania, dyskutowania, kulturalnej wymiany zdań, opowiadania o swoich planach, przeżyciach, emocjach. To niesłychanie ważny zbiór kompetencji komunikacyjnych i społecznych. Dobrze, jakby rodzice także uczyli się: uważnie słuchać, moderować dyskusje, łagodzić napięcia, wyhamowywać nadmiernie gadających, ośmielać nieśmiałych itp. Wspólny przynajmniej jeden posiłek dziennie to jedna z kilku zasad do wywieszenia jako niepodważalna zasada rodzinna.
(Polecam doskonałą książkę: Anna Murawska, Stawiam na stół, Jak wykorzystać posiłki do budowania życia rodzinnego, 2014).
5. Zasady rodzinne.
Rodzina potrzebuje własnego kodeksu wartości. Warto często dzieciom mówić: jesteśmy katolikami i kierujemy się zasadami moralnymi Kościoła. Kościół uczy nas wielu zasad: przebaczaj nawet wrogowi, nie zachowuj urazów, szanuj każdego człowieka, wspieraj ubogich, czyń miłosierdzie uczynkami, regularnie przekazuj pieniądze na rzecz biednych, módl się za zmarłych, o nawrócenie świata, o pokój, o nowe powołania kapłańskie i zakonne, w piątek nie jemy mięsa, w niedzielę nie pracujemy, odwiedzamy chorych, pocieszamy smutnych itd. Pytaj dzieci, jakie są jeszcze zasady, których warto przestrzegać. Natomiast rodzina ma dodatkowo swoje zasady, jest ich tylko kilka, ale za to są niepodważalne. Stanowią wymagania, od których nie ma dyspensy.
Oto przykłady:
(1)W naszej rodzinie wszyscy się wspieramy, pomagamy sobie, jesteśmy za siebie odpowiedzialni.
To znaczy nie wyśmiewamy się, jeśli ktoś ma jakiś talent (np. młodsza córka do śpiewania, starszy syn do języków), to wszyscy zachęcają do rozwijania, nikt nie zazdrości, karcimy wzajemne poniżanie, zachęcamy do pomagania (np. w lekcjach) itd.
(2)Wieczorem wspólnie się modlimy.
Nie ma wyjątku. O określonej godzinie wszyscy stają do (choćby krótkiej) modlitwy. Nawet nastolatki „wątpiące”. Pamiętaj, to zasada rodzinna, nie tylko religijna, ale element rodzinnej tradycji.
Modlitwa poza oczywistą wartością nadprzyrodzoną ma charakter więziotwórczy, integracyjny, międzypokoleniowy (a nawet duchowo łączący z pokoleniami przeszłymi, np. w modlitwie za zmarłych dziadków).
Ma także wartość psychologiczną: buduje nadzieję (w tych pełnych lęku czasach), stwarza atmosferę pokoju, pojednania, wzajemnego zaufania, stabilności, ładu, wygasza ewentualne konflikty narosłe w ciągu dnia.
Wielu rodziców na warsztatach przekonuje, że wspólna wieczorna modlitwa wprowadza w ich domu atmosferę uspokojenia i gasi konflikty.
Rodziny, które się nie modlą, pozbawiają się ważnego narzędzia budującego miłość, wdzięczność i zaufanie, wyciszenie,
(3)W niedzielę i święta wszyscy idziemy na mszę św.
Bez wyjątku. Celebrujemy także święta w rodzinie: specjalne menu, dobry deser na wyjątkową okazję.
(4)Każdy ma prawo do wyjątkowego czasu z rodzicem raz w tygodniu przynajmniej przez 1 godzinę.
Dziecko przynajmniej raz w tygodniu spędza czas w sposób przez siebie zaplanowany z każdym z rodziców z osobna („specjalny czas”). Dziecko wybiera, czy chce iść na zakupy, do kina, do kawiarni, pograć w gę planszową, obejrzeć wspólnie film tylko z jednym rodzicem (uwierzcie, dzieci to cenią, taką elitarność: nastolatek bez młodszego rodzeństwa, tylko z ojcem/matką ogląda film „dla starszych” 13+), pojechać na wycieczkę za miasto itp.
(5)Wracamy do domu przed 22.00.
(6)Czas ekranowy jest ograniczony do 2 godzin dziennie (to dla nastolatków, przedszkolaki 30 minut, wczesnoszkolne do 1 godziny)
Warto zrobić plan na kartce, które dziecko w których godzinach ma dostęp (pod kontrolą) do internetu lub gier komputerowych.
Pomyślcie wspólnie z dzieckiem/dziećmi, jakie jeszcze mogą być zasady rodzinne. A następnie spiszcie je i powieście, np. w kuchni w widocznym miejscu. Zasad nie może być za wiele. Najlepiej gdy są razem przedyskutowane: ukazany jest ich głęboki sens i konieczność.
Zastanów się jakie niepisane zasady obowiązywały w twoim rodzinnym domu, gdy byłeś/aś dzieckiem.
Zapisz kilka.
………………………………….
Zapisz, jakie teraz zasady obowiązują w Twojej rodzinie:
………………………………………….